Gdzie wyjechać na narty?

Patrząc na mapę Polski, znaczą część południowej granicy stanowią tereny górzyste. A zatem, jeśli jesteśmy miłośnikami zimowego szaleństwa to wydawałoby się, że wystarczy tylko wsiąść w auto by po kilku godzinach (czasem kilkunastu - mieszkańcy nadmorskich miejscowości są tu niestety trochę poszkodowani) będziemy radośnie szusować po białym śniegu.

Jednak samo spojrzenie na mapę nie daje nam niestety pełnego obrazu rzeczywistości. Owszem, gór mamy dużo, ale tych które reprezentują przyzwoite warunki do szusowania jest już bardzo niewiele. Niestety inwestycje w infrastrukturę narciarską w naszym kraju są bardzo ograniczone - a nawet w miejscach, gdzie opiekunowie terenu zadbali o niezbędne wyposażenie i logistykę spotykamy się z innym problemem. Chodzi tu o ogromne tłumy, sprawiające że bardzo ciężko jest swobodnie zjechać z góry bez konieczności ciągłego uważania na nagle się zatrzymujących lub skręcających bez ostrzeżenia narciarzy tuż przed nami, albo też bez stresowania się, że ktoś inny zjeżdżając tuż za nami rozwinie zbyt dużą prędkość i nie zwracając na nas uwagi po prostu doprowadzi do kolizji. Dodatkowo, często czas w jakim nasze góry są ośnieżone jest niepokojąco krótki, co uniemożliwia nam swobodne planowanie daty naszego narciarskiego wyjazdu urlopowego.
Czy zatem jest jakieś remedium na te problemy? Ależ oczywiście - takim rozwiązaniem są wyjazdy na narty do innych krajów - z większymi tradycjami w dziedzinie zimowej turystyki, z lepszymi stokami i z bezproblemowo dostępną wszelką infrastrukturą. A zatem jeśli planujemy wybrać się na narty, to czy koniecznie muszą to być narty w Polsce? Przecież bardzo możliwe, że dużo lepszym wyborem byłyby np. narty we Włoszech, czy też narty w Austrii. Oczywiście wymaga to na ogół odrobinę większego planowania (w związku ze znacznie większą odległością), a także wiąże się z większymi kosztami, jednak równoważy to efektywnie i przyjemnie spędzony czas zimowego szaleństwa, który pozwoli nam naładować nasze akumulatory aż do kolejnego wyjazdu.

Więcej na primoris.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *